30 paź 2017

Od Lily do Naisha

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. A!
Nagle zostałam otoczona przez chmarę pierzastych pomiotów i wyniesiona na wysokości. Tylko chwilę potem znowu odstawiona na ziemię. No, trudno. Jednak była jedna rzecz, do której nie mogę użyć tego zwrotu. Ten wróbel był AKTOREM! Jak śmiał!
- On był AKTOREM! Jak on śmiał?! - wykrzykiwałam zniesmaczona.
- No, przynajmniej gra przekonująco... - odpowiedział Naish.
- Bronisz go? No przecież jak tak można! Siedzieć tak, udawać samobójcę, nawet nie postawić tablicy "Uwaga, zły film!"!
- Lily! - zdążył tylko krzyknąć lis, zanim zorientowałam się, co się dzieje. Nie, źle się wyraziłam. Zdążył zrobić o wiele więcej, pewnie nawet uda mu się kopnąć w kalendarz, zanim zorientuję się wreszcie, co się w tym momencie na naszej pięknej kuli ziemskiej stało.
Tak więc mogę wam tylko powiedzieć, że zostaliśmy pochłonięci przez jakąś ciemność zwiniętą w tulejkę. Czy coś. Mówiłam, że nie wiem.
Fiu bziuuuu! Łiiiiiiii! Wiuuuuuuuuuuuuuu! Sratatata, kurde. Nie mam nic lepszego do roboty niż udawanie wiatru wewnątrz huraganu?! Trza się opanować, i, wzorem Papatki, "spróbować jeszcze raz". Skupiłam się. Nic się nie stało, no bo co się właściwie miało stać? Mimo bólu głowy i osłabienia spowodowanego ciągłym kręceniem się w powietrzu, spróbowałam odszukać Naisha. No, latał se parę metrów nade mną. 
- Naaaish! - zawołałam, zdzierając sobie gardło.- Spadnij i wyłammy się z tego diabelstwa!
Naish stracił trochę wysokości, a mnie zbierało się na mdłości. Dlaczego rymują mi się myśli? Zaraz przytomność stracę.
- Trzy... - wychrypiałam, ale dalej już nie miałam siły. 
- Dwa.... - powiedział cicho lis, starając się mnie podtrzymać, choć to właściwie nie było możliwe w powietrzu. - Jeden.
Zostałam wypchnięta lisią siłą życiową z Orkanu Grzegorza i wreszcie spokojnie utraciłam świadomość.
~~Nie wiem ile czasu później, ale pewnie koło 15 minut~~
Zostałam brutalnie obudzona przez współtowarzysza. Zgłoszę przemoc cielesną! Tylko, czy to się zalicza....?
- Nie łaskocz mnieeeeee... - chciałam go skrzyczeć, ale ziewnęłam i dźwięk się rozjechał.
Naish wreszcie zaprzestał prób załaskotania mnie na śmierć, i usiadł obok.
- Musze ci coś powiedzieć. - zaczął głosem zapowiadającym poważną rozmowę.
Ojoj, co się stało? Moje myśli zaczęły krążyć wokół jakichś dziwnych schematów.
- Co, wujek Staszek umarł? - zapytałam, siląc się na radosny ton.
- Nie.....
<I co?>


29 paź 2017

Od Naisha Do Lily

Nie no, tego się nie spodziewałem. Lily nagle rzuciła się w przepaść za małym wróblem. Stałem osłupiony i patrzyłem w dół z półotwartym pyskiem. Wróbel, kilkadziesiąt centymetrów przed upadkiem jednak rozłożył skrzydła, a zamiast smutku na jego dziobie wykwitło przerażenie. Spoglądał na Lily. Ćwierknął coś i nagle, nie wiadomo skąd przyleciała horda innych wróbli, mazurków, sikorek, znalazł się nawet jeden pluszcz. Wszystkie te opierzone stworzonka podleciały pod bezwładnie spadającą lisicę i zaczęły wzbijać się w górę. A to wszystko zdarzyło się w zaledwie kilka sekund. Chwilę potem Lily stała już obok mnie. Wszystkie ptaki już odleciały, oprócz wróbla, który przysiadł na swojej skale, zaćwierknął, żebyśmy go nie naśladowali, bo on jest aktorem i poleciał.
Lily popatrzyła się na niego i furknęła.
-Pff, a ja go chciałam ratować!- lisica podniosła ogon i nastroszyła go z obrazą. Zobaczyłem, jak parenaście metrów za nią pojawia się czarny kłąb dymu. Momentalnie się zachmurzyło i ochłodziło,
a chmura stale się zbliżała. Lily coś sobie paplała, a ja wciąż wpatrywałem się w czarny huragan tuż za nią. Nagle chmura przyspieszyła i znaleźliśmy się w jej centrum. Zamroczyło mnie.
<Lily? Możemy już się chyba zacząć promować, czyż nie?>

Od Lily do Naisha "Nie chcę czekać, więc odpisuję na połówkę za złotówkę"

Kawały! Yeah!
Ruszyliśmy więc cicho w kierunku, w którym odbiegła ta cała Kaya. Pogoda była śliczna, i ptaszki śpiewały... oprócz jednego. Ten jeden stał sobie na skraju skały. Na jego widok jakoś cała radość i uciecha z warunków klimatycznych zniknęły z mojego serduszka.
- Ej, Naish... - rzuciłam. - Patrz na tego wróbla. On jest... jakiś taki, no, smutny, nie?
Naish spojrzał na wróbelka. W jego oczach zalśniły łzy (nie lisa, wróbla).
- Faktycznie... - mruknął urocjon, i stanęliśmy. Od tej chwili uważnie śledziłam poczynania ptaka.
A były one takie, że stał. Czy siedział, na tym skraju. Łzy lśniły wciąż, a cały obraz ptaka odbierał radość całemu światu, tak przecież przed chwilą radosnemu, i wciąż jeszcze rozśpiewanemu.
Ptaszek zwrócił na nas powoli swój wzrok. Pełne smutku oczy znalazły punkt zaczepienia w naszych. Wydawało się, że rozbłysła w nich iskierka nadziei, która jednak po chwili  została zalana falą rozpaczy. Naish otworzył pysk, jakby chciał przerwać ciszę, ale nie wydobył się z niego żaden dźwięk. Staliśmy tak, i jak zahipnotyzowani patrzyliśmy na wróbla, a on patrzył na nas.
Wtem mały ptak poruszył się, i... rzucił się w przepaść. A my do przodu, na jej skraj. Z malejącą nadzieją na ratunek dla niego patrzyłam, jak spada. Nie otwierał skrzydeł.
Naish znów chciał coś powiedzieć, ale i znów nie mógł. Ja natomiast... nie wiem. Coś mnie wzięło/
I, choć na logikę... dobra, tu nie ma logiki i nigdy nie będzie. Rzuciłam się w przepaść za ptakiem.
<Naaaaaaaish! Ratuj mnie! >

Od Equiry do Naisha

To milczenie pewnie trwałoby w nieskończoność, gdyby nie biała lisica wybiegająca z lasu. Lis polarny? No nie, uciekła z zoo czy jak?
- Oł... - zatrzymała się gwałtownie.
- Haj! - pomachałam do niej z szerokim uśmiechem po czym, jak to się mówi, dałam dyla. 1 lis, spoko. 2, już przesada, a zwłaszcza dlatego, że chyba się znali. Chociaż... tutaj się zatrzymałam. Wylądowałam w jakimś lesie. I czuć było lisy. Jestem na ich terytorium? Skuliłam uszy. To się wpakowałam.
- Tutaj jesteś! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam głowę. Ku mnie maszerowały spokojnie dwa lisy. Naish, czyli lis który wcześniej mnie " zaatakował" swoją glebą, a koło niego lisica z zoo.
- Cześć, jestem Kaja, a ty? - odezwała się biała
- Equira. - odparłam, wlazłam szybko na najbliższe drzewo i tam siedziałam. Byłam tym wyższym gatunkiem. Niestety. Więc włażenie w norę nic by nie dało, bo pewnie bym się nie zmieściła.

< Naish? Tutaj zapomniałam co mam dalej pisać. Chociaż wena jest na poziomie umiarkowanym >

Nowy lis! Equs!


Imię: Equs
Wiek: 3 lata
Płeć: Samiec
Gatunek: Rudy, zwyczajny, pospolity lis
Głos: Link
Zawód: Medyk. Czasem dorabia sobie jako farmer
Zauroczenie: Może. Nie wiem
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Historia: A więc tak. Rodzina od zawsze była przewrażliwiona na punkcie zdrowia fizycznego. ( nie koniecznie zajmowała się tym psychicznym ). Zamiast iść pobawić się na podwórku, wszyscy siedzieli w norze, a jak już to tylko koło niej sobie pochodzić, by się odświeżyć. W wieku jednego roku postanowił " wyfrunąć ze swojego rodzinnego gniazda" Były pewne sprzeczności, ale w końcu rodzice pożegnali go ze łzami w oczach, a on odszedł w dal... z torbami napakowanymi jakimiś ziółkami i liśćmi na opatrunek. Do tego długą listę co powinien robić, czego przestrzegać i tego typu rzeczy. Po dość długiej wędrówce trafił tutaj. Koniec.
Rodzina: Matka: Enelia, Ojciec: Zenus, Bracia: Ereneus, Piotrek ( XD ) Siostry: Kira, Maja ( kolejne xd )
Charakter: Equs został tak zjedzony przez rodziców, że postanowił zostać medykiem. Chodził po świecie, i ani razu się nie skaleczył, ani nic, a opatrunki i zioła przeznaczał na cele charytatywne. W szybkim tempie nauczył się zabijać kury i bażanty. Pytacie się, no i co z tego? A no to, że właśnie opisałam część jego charakteru. Jest to dość miły samiec z dziwnym poczuciem humoru. Często marudzi, a jak nie chce mu się jeść tego, co upolował, to wiesza to na drzewie za szyję, i tak oto powstał jego własne drzewo-spiżarnia. Nie lubi zaczepek, ani wyzywania. Wręcz kocha ignorować lisy, które się jeszcze bardziej wkurzają, bo są ignorowane. No i jest on wysoki. To chyba tyle. Nie wiem czy jest tutaj sto słów, ale jak nie ma, to trudno. Nie moja wina
Lubi: Na pewno osobniki płci przeciwnej. Kraść winogrona z pól uprawnych, oraz zagryzać bażanty i wkurzać ludzi.
Nie lubi: Szczeniaków. Są za bardzo hałaśliwe, i beczą o byle co.
Umiejętności fizyczne: Silny i wytrwały. Jednak powolny w bieganiu.
Ciekawostki: Brak
Inne zdjęcia: Nope
Właściciel: Karia

28 paź 2017

Od Naisha do Equi

-Cóż... Może nie aż tak nikim...-powiedziałem i uśmiechnąłem się. Wprawdzie pocieszanie nie jest moją dobrą stroną, ale próbowałem. Lisica krzywo się uśmiechnęła. Wstała.
-Jestem Naish.- powiedziałem.- A ty?
-A ja nie.- odpowiedziała wadera.
Nastała chwila ciszy. Jak zawsze. Próbowałem coś z tym zrobić. Coraz bardziej schylałem głowę. Nagle z krzaków wyskoczyla Kaya. Odskoczyłem.
<boż, weny brak, a chciałam odpisać... Ech..>