29 paź 2017

Od Equiry do Naisha

To milczenie pewnie trwałoby w nieskończoność, gdyby nie biała lisica wybiegająca z lasu. Lis polarny? No nie, uciekła z zoo czy jak?
- Oł... - zatrzymała się gwałtownie.
- Haj! - pomachałam do niej z szerokim uśmiechem po czym, jak to się mówi, dałam dyla. 1 lis, spoko. 2, już przesada, a zwłaszcza dlatego, że chyba się znali. Chociaż... tutaj się zatrzymałam. Wylądowałam w jakimś lesie. I czuć było lisy. Jestem na ich terytorium? Skuliłam uszy. To się wpakowałam.
- Tutaj jesteś! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam głowę. Ku mnie maszerowały spokojnie dwa lisy. Naish, czyli lis który wcześniej mnie " zaatakował" swoją glebą, a koło niego lisica z zoo.
- Cześć, jestem Kaja, a ty? - odezwała się biała
- Equira. - odparłam, wlazłam szybko na najbliższe drzewo i tam siedziałam. Byłam tym wyższym gatunkiem. Niestety. Więc włażenie w norę nic by nie dało, bo pewnie bym się nie zmieściła.

< Naish? Tutaj zapomniałam co mam dalej pisać. Chociaż wena jest na poziomie umiarkowanym >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz