4 paź 2017

Od Lilianny do Naisha

- Bambosz.
Odrzuciłam przedmiot na bok, wcześniej dobrze się mu przyglądając. Bambosz? Dla mnie to szmata, ale ok. Naish wie więcej o tych ludzkich przedmiotach.
- A to? - chwyciłam w zęby kolejną, tym razem srebrzystą, rzecz. - Jach to sie nachywa? 
- Nie wiem, chyba "fola" czy jakoś tak. Ale, czujesz to? Coś jest w środku. - zwrócił mi uwagę lis. Czy on jest lisem? To chyba tylko nazwa zwyczajowa, czy jakoś tak. Faktycznie, we wnętrzu tej całej foli coś było. Po zapachu sądząc, coś jadalnego. Upuściłam zwitek i trącałam go łapą, ale to nic nie dało. Naish zaczepił pazurami o krawędź, ja znowu to pociągnęłam zębami i w końcu ustąpiło. W oczach samca zaświeciły iskierki.
- Tacos! - wykrzyknął i rzucił się na pokarm. Zorientowawszy się, co się święci, przepchnęłam się do tacona i chciałam go ugryźć. Naish walczył zażarcie, ale ja też nie chciałam ustąpić.
- Błe... ludzkie żarcie... - rozległo się nagle z krzaków.
Zamarliśmy. Musiało to wyglądać dość dziwnie - dwójka lisów z kapiącą z pysków śliną, walcząca o ludzkiego śmiecia, zatrzymana jak w tej.. no.. stoklapce. I wyglądało:
- Wyglądasz głupio. - stwierdziła biała lisica, kierując to do mnie. Ej, a on to co? O co kaman? 
Tak czy siak, wykorzystałam niezręczną chwilę, żeby zagarnąć całego tacola dla siebie. 5 sekund później już go nie było.
- Ty... Ja też chciałem! - poskarżył się wykiwany. 
- Nie martw się, znajdziemy następnego.. - mruknęłam, oblizując się. Pyszne to było, Naish miał rację. Ale czas coś zrobić z tą gapiącą się na mnie podejrzliwie kupą futra. - Eeee... Dzięki? Witaj. Kim jesteś?
- Tak, tak. Czeeeść! A jak masz na imię? - dopiero chwilę później zorientowałam się, że do mnie skierowane były tylko 2 pierwsze słowa.
- Eeee.. Hej? Nazywam się Naish, miło mi. - wyjąkał lis. Czy mi się tylko zdawało, czy się odsunął?
- A ja jestem Lily. - powiedziałam. 
- O, jakie wspaniałe imię! To brzmi tak... melodyjnie... - zachwycała się lisica.
- Dzięki. - pierwszy raz zwróciła na mnie uwagę. Wow!
- Nie, nie do ciebie mówię. - fuknęła. Wszystko jasne. - Och, a ja jestem Kaya. Masz może wolny wieczór?
Naish rzucił mi przerażone spojrzenie "What's goin' on?!" 
- Nie, sorry, ale mam... Ech, mam spotkanie biznesowe. - kręcił lisek.
- Biznes?  - ta cała Kaya wyglądała na rozczarowaną. - O, szkoda.
- No jasne, szkoda. A mogłabyś przynieść trochę wody? - zapytałam. Lisica spojrzała na mnie groźnie.
- No, trochę zaschło mi w gardle. - podsunął Naish.
- Och, dla ciebie wszystko! Już lecę! - krzyknęła i już jej nie było.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy. Potem się zaśmiałam.
- Co to za typ? Słyszałeś ją? To całe "Och, a ja jestem Kaya. Masz może wolny wieczór?"!
- Tak, słyszałem. Jest dziwna.
- "Heeeej, jestem Kaya, patrzcie na mnie! O Naish, zrobię dla ciebie wszystko! A ty siedź cicho, kulo futra!" - przedrzeźniałam ją dalej.
- Ej, czekaj czekaj, czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosna? - spytał lis z błyskiem w oku.
< Naish? To nie potrwa długo, zanim ona wróci...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz